Nie wiem jak Wy, ale ja coraz częściej zauważam, że ostatnio w sieci jak grzyby po deszczu wyrastają artykuły trenerów i pseudo-specjalistów, w których praktycznie każdy przekonuje nas, jak mamy żyć, co jeść i jak trenować. W gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego, bo Internet stał się dla wielu osób głównym i najszybszym źródłem wiedzy, więc jego znaczenie jest w tej chwili nie do przecenienia. Ale wiecie co mnie wkurza w tym najbardziej? Że tak naprawdę ilu autorów, tyle opinii na jakiś temat, z czego wiele z nich najzwyczajniej w świecie się wzajemnie wyklucza. I nie wiadomo, komu wierzyć, bo skąd zwykły człowiek ma wiedzieć, czy rację ma trenerka, która propaguje rezygnację z glutenu, cukru i mięsa, czy inna, która twierdzi, że nie ma sensu się katować dietami? No właśnie – a gdyby tak postarać się zebrać to wszystko do kupy i zrobić listę rzeczy, których wcale nie musimy robić, żeby czuć się zdrowo i dobrze we własnym ciele? Postanowiłam zrobić to dla Was i przy okazji obalić kilka mitów odnośnie bycia fit. Okazuje się, że wcale nie musisz:

1. TRENOWAĆ TEGO CO WSZYSCY – na okrągło słyszysz, jak koleżanki z pracy zachwalają treningi którejś z fit celebrytek, ale mimo to, nie czujesz się przekonana? Normalka. Gotowe programy treningowe i filmiki z YouTube’a mają jedną wadę: są tworzone dla szerokiego spektrum ćwiczących, a wiadomo, że jak coś jest uniwersalne, to nie może działać u każdego. Każda z nas ma inne cele, potrzeby i możliwości fizyczne, dlatego na początku przygody z fitnessem tak ważne jest, aby nauczyć się rozpoznawać, które ćwiczenia będą nam służyć, a które powinniśmy omijać. Sama lubię czasem ćwiczyć z YouTubem, ale najczęściej modyfikuję pokazane ćwiczenia według własnej wiedzy i potrzeb, bo najlepszy trening to taki, po którym czuję się dobrze.

Jeśli sytuacja materialna nie pozwala Ci obecnie na zawarcie współpracy z trenerem personalnym, to zawsze możesz poszukać czegoś odpowiedniego wśród całej masy aktywności, które nie dość, że spalają kalorie, to jeszcze dają dużo frajdy. Możesz jeździć na rowerze, na rolkach, zapisać się na kurs tańca, na wspinaczkę albo po prostu spacerować – cokolwiek daje Ci radość. Wiem, że ostatnio panuje moda na coraz to nowe zajęcia sportowe i pewnie znasz co najmniej kilka osób, które trenują pole dance, bikram jogę, zumbę czy bungee fitness. Ale jeśli czujesz, że to nie Twoja bajka, nie wchodź w to. Trening ma sprawiać przyjemność.

2. ODMAWIAĆ SOBIE WSZYSTKIEGO – ręka w górę kto przynajmniej raz w życiu nie katował się żadną restrykcyjną dietą, która polegała na odmawianiu sobie większości produktów, dających nam przyjemność z jedzenia. Ja również popełniłam ten błąd. Owszem, jak wiecie z poprzedniego posta, nie jestem zwolenniczką objadania się, zwłaszcza śmieciowym jedzeniem, ale są przecież jakieś granice. Cóż, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i zasługujemy od czasu do czasu na coś słodkiego i niezdrowego. Trzymanie się ścisłej diety redukcyjnej często powoduje dużo większą chęć na przysłowiowego „cheat meala” niż kiedy podświadomie wiemy, że możemy sobie na niego pozwolić w każdej chwili. Ważny jest umiar i świadomość kaloryczności danego posiłku.

Mój patent: kiedy jestem w kawiarni, zamawiam sobie kawałek ciasta do kawy, ale zwykle decyduję się na coś lżejszego, czyli zamiast słodkiego brownie intuicyjnie wybieram jakiś deser na bazie owoców. Zyskuje na tym i moje samopoczucie i sylwetka.

3. ZAPISYWAĆ SIĘ NA SIŁOWNIĘ – to się trochę wiąże z punktem 1. i myślę że tego nie muszę za bardzo rozwijać, bo pandemia pokazała nam, że równie efektywny trening co na siłowni, można wykonać w domowym zaciszu lub na zewnątrz. Idę jednak o zakład, że wielu osobom regularne treningi wciąż kojarzą się z zatłoczoną szatnią i salą do ćwiczeń, w której prym wiodą muskularni panowie prężący się przed lustrem. Jest też wiele osób, które wspólne treningi na zajęciach fitness motywują o wiele bardziej, niż kiedy jedynym świadkiem naszych popisów jest kot lub pies. No jasne, znam ten ból. Jednak wychodząc na przeciw tym, którym z siłownią jakoś nie po drodze – bez tego da się żyć i trenować.

Równie dobrym kardio jak w klubie może być wycieczka rowerowa po górzystym terenie albo wizyta w parku trampolin. A jeśli nadal wolisz nie wychodzić z domu, polecam filmiki z treningami typu cardio dance lub body combat, oparte o sztuki walki. Trening siłowy można zrobić bez sprzętu z ciężarem własnego ciała albo, jeśli ktoś lubi, kupić sobie własne hantle i inne przyrządy. A jeśli potrzebujesz towarzystwa, to daj znać – mnie też czasem brakuje motywacji do samotnego pocenia się.

4. PORÓWNYWAĆ SIĘ Z INNYMI – i to jest jedyny punkt na liście, w którym nie tyle nie musicie, co nawet nie powinniście tego robić. Piszę tym razem w formie bardziej ogólnej, bo wiem, że nie tylko dziewczyny mają z tym problem. Tutaj przyznaję się bez bicia – robię to zdecydowanie zbyt często. Staram się nad tym pracować w imię zasady: „Nie porównuj się z innymi, tylko z samym sobą”, ale nie idzie mi zbyt dobrze. Niestety, żyjemy w czasach, w których „normy”, zarówno piękna, jak i sprawności fizycznej, wyznacza Instagram i YouTube. I chociaż powoli się to zmienia i popularność zdobywają również ci „nieidealni”, to ciągle wiele pracy przed nami. Myślicie, że jest mi fajnie, kiedy widzę na filmiku, jak któraś z trenerek bez najmniejszego problemu staje na rękach albo robi szpagat, podczas gdy ja nieustannie walczę o każdy centymetr mobilności w biodrach więcej?

Nie o to chodzi. Dobrze jest mieć cel i inspirować się lepszymi od siebie – ale nie kosztem własnego samopoczucia. Pomaga świadomość, że każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju i ma zupełnie inne możliwości i ograniczenia. Są faceci, którzy dźwigają dużo więcej od Ciebie i mają lepszy sześciopak, ale być może jesteś od nich szybszy i bardziej mobilny. Są kobiety, które potrafią założyć nogę za głowę i zrobić ten głupi szpagat (który, swoją drogą, wcale nie jest wyznacznikiem sprawności), ale może Tobie udaje się zrobić więcej pompek i przysiadów. Nie słuchaj swojego wewnętrznego krytyka – zazwyczaj grubo mija się z prawda.

5. KORZYSTAĆ Z MODNYCH APLIKACJI I GADŻETÓW – zdaję sobie sprawę, że one są i kuszą, bo są ładne i ułatwiają życie. Sama na co dzień korzystam ze smartwatcha, endomondo oraz aplikacji do monitorowania spożytych kalorii. Absolutnie nie ma jednak obowiązku korzystania z wszelkiego rodzaju pulsometrów, krokomierzy, zegarków treningowych czy coraz to nowocześniejszych gadżetów – ponoć są już nawet inteligentne buty do biegania. Ja lubię mieć kontrolę nad tym, ile zjadam i spalam, ale jak pomyślę o dawnych czasach, to chyba jednak byłam szczęśliwsza bez tego wszystkiego. Szczęśliwsza oczywiście w kontekście samego cieszenia się ruchem i jedzeniem. Dawniej wystarczało mi uczucie zmęczenia i ten charakterystyczny wyrzut endorfin po dobrym treningu, teraz tak bardzo skupiam się na sprawdzaniu tętna i spalonych kalorii, że odczuwam z tego coraz mniej przyjemności.

Zresztą, wystarczy przypomnieć sobie czasy (ci, którzy pamiętają lub znają z opowieści), kiedy siłowni było jak na lekarstwo i były okupowane głównie przez kulturystów, a w telewizji popularność zyskiwał aerobik i jego słynna miłośniczka Jane Fonda. Za czasów mojego dzieciństwa granice stawiała jedynie wyobraźnia i mimo braku tych wszystkich gadżetów, zawsze byłam aktywna. Nie daj więc sobie wmówić, że koniecznie potrzebujesz tego wszystkiego, aby być w formie, bo przecież nawet najlepszy smartwatch nie zrobi za Ciebie treningu, prawda?

6. TRENOWAĆ CIĘŻKO, DŁUGO I CODZIENNIE – o ile nie jesteś zawodowym sportowcem, a zakładam, że nie jesteś, to nie ma potrzeby, żeby każdego dnia biec na siłownię albo pokonywać miliony kilometrów. Nie musisz też za każdym razem czuć, że dałeś z siebie wszystko i po 2 godzinach wychodzić z treningu na czworakach. Nie zawsze więcej i częściej znaczy lepiej. Miałam w życiu różne epizody, bo jak już może wiecie, lubię eksperymenty. Bywało też tak, że przez długie tygodnie nie miałam praktycznie żadnych przerw między dniami treningowymi. Jednego dnia robiłam dół, drugiego górę, a trzeciego szłam pobiegać. I tak w kółko. Jak łatwo się domyślić – pewnego ranka obudziłam się z potwornym brakiem chęci na cokolwiek związanego ze sportem. Nie róbcie tego błędu, to najszybsza droga do kontuzji i wypalenia.

Aktualnie widzę po sobie, że najlepiej sprawdza się strategia przeplatana: sprawdź na sobie, czy wolisz trenować jednego dnia i następnego odpoczywać, czy mieszać ciężkie treningi z lekkimi. Moja ulubiona kombinacja to dwa treningi kardio, dwa siłowe, przeplatane jogą lub pilatesem. Staram się również przynajmniej jeden dzień w tygodniu robić całkowicie wolny od ćwiczeń. Nie sugeruj się jednak tym: jeżeli wolisz porządnie się zmęczyć tylko okazjonalnie lub na weekend, a na co dzień wystarczy Ci spacer lub rower, to też jest okej.

Na koniec najważniejsza zasada: przede wszystkim nie musisz słuchać ani czytać niczego, co sprawia, że czujesz się źle w swoim ciele. Nikt nie jest na tyle mądry i idealny (na szczęście), żeby mieć prawo wywoływać w Tobie wyrzuty sumienia z powodu niezrobionego treningu albo zjedzonego ciastka. Lubcie siebie i nie dajcie sobie wmówić, że musicie robić to, co wszyscy!

_____________________________

I am not sure about you, but recently I noticed that we have more and more articles in the Internet, in which the trainers and pseudo-specialists try to convince us how to live, train and what to eat. In fact, it’s not so bad, as google became for many of us the main and the fastest source of information, so its role is now of incredible importance. But do you know what is annoying me the most? The fact that we have as many opinions, as many authors and most of them are contradictory. And then you don’t know what to believe, because as an ordinary person you are not able to judge if the right is on the side of this trainer who avoids gluten, sugar and meat or the other one who claims that you can eat everything. Exactly – and how about making a list of all those things that we simply don’t have to do to feel good and healthy in our bodies? I decided to make such a list for you and by the way also dispel some myths regarding being fit. So it turned out that you don’t have to:

1. TRAIN WHAT EVERYONE ELSE DOES: probably you hear all the time your colleagues are praising some fitness stars workouts. If you still don’t feel convinced anyway, don’t worry, it’s normal. The YouTube videos and preprepared training programs have one and big defect: they are created for a wide range of spectators, so they can’t work for everyone. Each of us has different scopes, needs and physical potencial, so that’s why it’s so important to learn how to recognize which exercises would suit us better. I also like to work out with YouTube from time to time but I used to modify a lot of exercises according to my knowledge and needs, because the best training is the one which makes me feel good.

If for now you can’t afford to collaborate with a personal trainer, you can always look for something appropriate among activities that not only will burn calories but also give you a lot of fun. You can ride a bike, rollerblade, attend a dancing class, climb or just walk: anything that makes you happy. I know that recently there is a vogue for some new sport classes, like pole dance, bikram yoga, zumba or bungee fitness. But if you feel like it’s not for you, don’t feel obliged to try. Training should be a pleasure for you.

2. FORGO EVERYTHING YOU LIKE: I suppose that you almost once in your life were torturing yourself with a strict diet, consisting on avoiding everything you like. Me too I made that mistake. Of course, as you may know from my previous post, I’m not a fan of overeating, especially junk food, but there are some limits. Well, we’re all human and we deserve to grab something sweet and unhealthy occasionally. Keeping a strict reducing diet often makes us more eager to have a cheat meal, than when we are conscious that we can eat it anytime. The most important is moderation and the awareness about your snack caloric value.

My tip: if I’m at the cafe, I usually order a nice piece of cake to my coffee, but I try to choose something light, so instead of sweet brownie I take a fruit-based dessert. This is good for my well-being and for my silhouette.

3. SIGN UP FOR A GYM: this is related a bit to the point 1 and I think there is no need to clarify it more, as all this COVID-19 thing showed us that home workouts may be as effective as those in the gym. However, I could bet that many of you still associate regular trainings with crowded cloakroom and fitness studio where you can find many muscular men. There are also a lot of people who feel much more motivated if they are working out on a fitness class with other sweating attendees. Sure, I know how do you feel. But just to cheer up those who don’t find gym to be their cup of tea: you can live and train without it

You may do a very nice cardio by mountain cycling or a visit in a trampoline park, without going to the fitness studio. If you still prefer not to leave, I recommend you some online cardio workouts, like dancing or body combat style. When it comes to strength training, you may use your own body weight or, if you like, you may buy some equipment to create your own home gym. And remember: if you need company, feel free to contact me – me too I’m a bit bored of sweating alone.

4. COMPARE YOURSELF TO OTHER PEOPLE: and this is the one point in the list that you not only don’t have to, but even shouldn’t do. And I know that also many guys have a lot of problems with this. Here I can easily admit: I do it definitely too often. I do my best to work on it but it’s really hard. We are living in a time when the beauty and fitness standards are created by Instagram and YouTube. And even if it changes slowly and we can see that also those „not perfect” are gaining popularity, we have still much to improve. Do you think it is easy for me to accept that a trainer from YT video is able to do a handstand or a full split, while I’m struggling for each centimeter more of hip mobility? Well, it’s not.

But it’s not all about this. It’s good to have a goal and to be inspired by someone who is better, but not at the cost of your own self-esteem. What can help you is awareness that each of us is unique and has different possibilities and limitations. There are guys that probably are lifting much more than you and have a better 6-pack, but maybe you are faster and more flexible than them? There are women that are able to stretch up their legs over their heads and do this stupid split (which btw. is not a good mobility indicator), but maybe you can do more push-ups or squats than them? Don’t follow your inner critic, he is mostly wrong.

5. USE POPULAR FITNESS APPS AND GADGETS: I’m aware that they are so pretty and so useful. Me too I’m using on daily basis a smartwatch, endomondo and calorie-counting app. However, there is no requirement to have all kind of heart rate monitors, pedometers, training watches or other modern sport gadgets: I heard that they recently invented smart running shoes. I like to have control over all what do I eat and how much do I burn, but if I think about the old days, I think I was happier without all of this. Happier, I mean in terms of enjoying food and sport. Before it was enough to feel tired and this specific endorphin release after a workout, now I am so focused on checking the heart rate and calories consumption, that it’s not as pleasant as it used to be.

Anyway, we can just recall the old days (those of you who remember or know from stories) when gyms are not so usual and they are mostly occupied by the bodybuilders and we could observe popularity of aerobics in tv and its most famous fan: Jane Fonda. When I was a child, the only limit was our imagination and I was quite active without those fancy gadgets. Don’t let people tell you that you absolutely need all those appliances to be fit, because even the best smartwatch won’t do your training for you, won’t it?

6. TRAIN HARD, LONG AND ON DAILY BASIS: if you’re not a pro, and I suppose that you’re not, you don’t have to go to the gym or run thousands of miles each day. You don’t have to feel each time like you’re dying after 2-hours workout as well. Not always more means better. I had different episodes in my life, because as you already know, I like experiments. It happened also that for several long weeks I had almost no breaks between training days. One days was a leg day, another arm day and on third day I was going for a run. And then over and over again. As would be expected, I woke up one morning with a stron lack of motivation to do anything sports related. Don’t follow me: it’s the fastest way to injuries and burnout.

Currently what for me works the best is a mixed strategy: check if you prefer to train one day and rest a day after or just mix hard workouts with light ones. My favourite combination is 2 cardio trainings and 2 strength separated by yoga or pilates. I try also to have at least one day per week to take a rest of all trainings at all. But don’t let it fool you: if you prefer to tire yourself up only occasionally or at the weekend and during the week you choose walking or cycling, this is also completely OK.

And last but not least: first of all you don’t have to listen or read anything which makes you feel bad in your body. No one is smart and perfect enough (luckily) to have a right to reproach you about not doing your training or eating a cookie. Please, like yourself and don’t let people tell you that you have to do what everyone else does!