Tym razem nie będzie porad: zostawimy to sobie na inne okazje. Pomysł na ten tekst zrodził się przypadkiem, kiedy wiedziona ciekawością na jednej z grup tematycznych zadałam pytanie dotyczące negatywnego wpływu pracy w korporacji na nasze zdrowie. I chociaż większość odpowiedzi pokrywała się z moimi przypuszczeniami, niektóre sprawiły, że włos zjeżył mi się na głowie. Nie da się ukryć, że pod pewnymi względami praca w międzynarodowym korpo nie różni się niczym od pracy w mniejszej firmie lub placówce państwowej. Są jednak takie elementy, które są typowe dla wielkich przedsiębiorstw i jednocześnie często działają na niekorzyść dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego.

Zanim zacznę, chciałabym podkreślić, że sama miałam szczęście i trafiłam do firmy, gdzie pracownicy są traktowani po ludzku, ale nie zawsze tak było. Moje wcześniejsze doświadczenia nie były pozytywne i zdarzało mi się pracować w korporacjach potwierdzających stereotypy powstałe na bazie amerykańskich filmów. Zgodnie z tematyką bloga, skupię się przede wszystkim na czynnikach związanych ze zdrowiem fizycznym, choć oczywiście najczęściej są one bezpośrednio powiązane z naszym stanem mentalnym. 

Zatem: dlaczego tak trudno zachować zdrowie w korporacji?

POWÓD NR 1: BO MAMY ZA DUŻO OBOWIĄZKÓW I ZA MAŁO CZASU NA ICH WYKONANIE

Nierealne oczekiwania pracodawców to był jeden z elementów pojawiających się w niemal każdej odpowiedzi na moje pytanie odnośnie negatywnych skutków pracy w korpo. Jest to oczywiście coś, co występuje nie tylko w tego rodzaju firmach, ale tutaj należy wziąć pod uwagę skomplikowaną strukturę dużych przedsiębiorstw i siatkę zależności. O ile pracując w mniejszym gronie i mając tylko jednego szefa, jesteś w stanie z nim zwyczajnie porozmawiać o swoich obowiązkach i ewentualnych trudnościach, o tyle w organizacji o złożonej hierarchii jest to bardzo trudne. Z reguły przeciętny manager danego zespołu ma nad sobą przynajmniej kilku przełożonych, którzy również są od kogoś zależni. Oto główny powód, dla którego nie jest łatwo przeforsować jakiekolwiek postulaty, zwłaszcza dotyczące nadmiaru obowiązków. Do tego dochodzi kwestia zatrudniania nowych pracowników, co przecież nie należy do ulubionych zadań osób zarządzających. W rezultacie zwykły, szary człowiek na niższych szczeblach hierarchii nie ma zbyt wiele do powiedzenia, nawet jeśli co roku wypełnia ankietę co do tego, jak mu się pracuje. 

Korporacje cechują się także olbrzymim naciskiem na wyniki i cyferki, często niestety kosztem pracowników. W wielu z nich potwierdza się stereotyp, że dla managerów i prezesów jesteś tylko numerkiem. Nastawienie na rezultaty skutkuje nakładaniem na podwładnych coraz większej presji i dokładaniem obowiązków, co często wiąże się z koniecznością zostawania w biurze po godzinach. Pół biedy, jeśli to Ty decydujesz, czy i kiedy chcesz zostać i dostaniesz za to odpowiednie wynagrodzenie, ale przypadki obowiązkowych (i czasami – o zgrozo! – niepłatnych) nadgodzin wcale nie należą do rzadkości. Jednocześnie, ciągle słyszymy nawoływania do tak zwanego “rozwoju osobistego” i jesteśmy “zachęcani” do aktywności dodatkowej w postaci szkoleń, kursów, nauki języków, zajęć jogi czy tym podobnych działań. Pozostaje tylko kluczowe pytanie: kiedy? I jedyna słuszna odpowiedź: najprawdopodobniej w ciągu tych kilku minut, które spędzamy na czekaniu, aż zaparzy nam się czwarta kawa.

Zdecydowanie jest to coś, co ma ogromny wpływ na poziom stresu w naszym życiu, a – jak wiemy – długotrwały stres potrafi wyrządzić w naszym organizmie ogromne szkody. Nerwowość, przepracowanie, frustracja czy zniechęcenie to czynniki wysysające z nas energię niczym najskuteczniejszy odkurzacz, więc nie ma się co dziwić, że po powrocie z pracy nie mamy ochoty ani na gotowanie zdrowych posiłków ani tym bardziej na trening. Stąd już tylko krok do nadwagi, bólu kręgosłupa i poważniejszych kłopotów zdrowotnych.  Zaryzykuję stwierdzenie, że większość dolegliwości u osób pracujących w dużych firmach wynika (pośrednio lub bezpośrednio) z wysokiego poziomu stresu i przemęczenia. Brak czasu i energii na realizowanie pasji i zdrowe odreagowanie po ciężkim dniu przyczynia się także do problemów z układem pokarmowym, takich jak refluks czy zespół jelita drażliwego, oraz zaburzeń odżywiania i złych relacji z jedzeniem. I co nam wtedy po owocowych czwartkach?

POWÓD NR 2: KONIECZNOŚĆ PRACY W POZYCJI SIEDZĄCEJ

Pomimo rosnącej świadomości na temat szkodliwości długiego siedzenia, wciąż zbyt mało pracodawców zapewnia pracownikom dostęp do stojących stanowisk. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że nawet jeśli w jakiejś firmie do dyspozycji są biurka z regulowaną wysokością, dzięki którym można pracować w pozycji stojącej, pandemia koronawirusa i tak zamknęła wszystkich w domach, gdzie załatwić sobie takie biurko jest znacznie trudniej. Co ciekawe, w większości korporacji przykłada się dużą wagę do ergonomii pracy, często jest także możliwość wypożyczenia ergonomicznego, biurowego fotela do domu, by pracować wygodniej. Prawie nikt jednak nie wspomina o tym, że tak naprawdę coś takiego ergonomiczna pozycja SIEDZĄCA nie istnieje, ponieważ siedzenie samo w sobie jest zabójstwem dla naszego organizmu. 

W rezultacie, znakomita większość pracowników korporacji cierpi na bóle kręgosłupa, pogłębiające się wady postawy oraz ciągłe zmęczenie i brak energii. Oczywiście, ten problem dotyczy wszystkich osób mających pracę siedzącą, ale to zwykle w dużych firmach pracownicy są najbardziej rozliczani z czasu spędzonego przy biurku. Nie traktujcie tego jako regułę, bo na pewno znajdzie się cała masa wyjątków, ale sama miałam okazję trafić na międzynarodowe korporacje, w których częste “spacery” po biurze nie były mile widziane. I mówiąc częste wcale nie mam na myśli wstawania co kilkanaście minut, ale raz na godzinę, co przecież i tak nam się ustawowo należy. Nie możemy też zapomnieć o kwestii nadgodzin, które pojawiły się już w poprzednim punkcie – finalnie wielu z nas spędza na siedząco nie 8, ale i czasem 10 lub 12 godzin (i to w samej pracy, bo o domu nie wspomnę). 

Długie siedzenie niesie ze sobą jeszcze mniej oczywiste skutki (zrobiłam nawet o tym niedawno posta na Instagramie), takie jak zaburzenia jelitowe, problemy z oddychaniem czy bóle głowy. Wszystkie one wynikają bezpośrednio z niewłaściwej pozycji podczas pracy i ciągłego przykurczu mięśni i naszych organów wewnętrznych, więc teoretycznie dałoby się temu zapobiec zachowując poprawną pozycję z zachowaniem neutralnych krzywizn kręgosłupa. Teoretycznie, bo wszyscy wiemy, jak to wygląda w praktyce: konia z rzędem temu, kto przez całe 8 godzin ani razu nie zgarbi się w stronę monitora. Poza tym – umówmy się – największym problemem i tak zawsze będzie brak ruchu przez przynajmniej ⅓ doby i żadna, nawet najbardziej “ergonomiczna” pozycja nam tego nie wynagrodzi. I nie, sprawy nie załatwią również zajęcia jogi po pracy. Sorry.

POWÓD NR 3: ŁATWY DOSTĘP DO NIEZDROWYCH PRZEKĄSEK

Cechą charakterystyczną dla wielu korporacji jest to, że często na ich terenie znajdziemy automaty z przekąskami, które – niestety – z reguły są bogate w cukier, tłuszcze utwardzone i puste kalorie. Właściciele tych automatów zarabiają dzięki temu, że czasami zwyczajnie nie mamy czasu na przygotowanie sobie do pracy odpowiedniej ilości jedzenia. Mechanizm działa mniej więcej tak: wracamy późno do domu, więc jemy tylko kolację, a następnego dnia tak się spieszymy do biura, że zabieramy ze sobą tylko – w najlepszym wypadku – robione na szybko kanapki. W rezultacie, nie mamy w torbie nic, co moglibyśmy zjeść w przypadku nagłego napadu głodu, który nadejdzie prawie na pewno. I wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy w takiej sytuacji po prostu udali się do pobliskiej knajpy i zjedli porządny obiad. Niestety, często na ten obiad jest za mało czasu lub szkoda nam pieniędzy, zatem wybieramy opcję najłatwiejszą: słodki batonik z automatu. 

Drugim problemem jest duża liczba pracowników dookoła, którzy przecież miewają urodziny, rocznice czy akurat wrócili z wakacji: zawsze znajdzie się jakaś okazja do przyniesienia czegoś do przegryzienia dla kolegów z zespołu. A nawet jeśli nie, to po co komu okazja? W końcu jest niepisana zasada: skoro już otwieram tę czekoladę, to nie wypada się nie podzielić z innymi. I być może wrzucanie tego do jednego worka z pracą siedzącą czy stresem wydaje się sporym nadużyciem, ale wierzcie mi, że praktycznie w każdej korporacji, w której pracowałam, przynajmniej raz w tygodniu ktoś przynosił ciasto lub słodycze kupione podczas urlopu. A bywały takie tygodnie, w których było tego znacznie więcej. Skutki tego odczułam nawet ja, choć prowadzę w miarę aktywny tryb życia, więc wyobraźcie sobie, jak niebezpieczne jest to dla osób, które nie ruszają się prawie wcale i dodatkowo mają bardzo słabą wolę do podjadania. 

Mimo owocowych czwartków i – coraz częściej – dostępu do bufetu z nieco zdrowszymi przekąskami, wciąż nie można powiedzieć, że korporacje dbają o naszą dietę. Jeżeli nie znajdziesz czasu bądź zwyczajnie i po ludzku zapomnisz o wcześniejszym przygotowaniu sobie obiadu lub bardziej pożywnych przekąsek, będziesz skazany na automat lub dobre serce koleżanki obok, która na pewno chętnie poratuje paczką ciastek, schowaną na czarną godzinę. Oczywiście, jednorazowy “wypadek przy pracy” nie sprawi, że utyjesz lub spowodujesz spustoszenie w swoim organizmie, jednak im częściej będzie się to zdarzać, tym szybciej zobaczysz tego negatywne skutki. Najpierw na wadze, później w swoich wynikach badań. Na szczęście ten punkt jest tym jedynym z naszej listy, na który mamy stosunkowo duży wpływ, więc jest dla nas jakaś nadzieja 🙂

_______________________________________________________________________________

Pamiętajcie, że powyższa lista jest całkowicie subiektywna, a sam tekst nie miał na celu nikogo obrazić, zwłaszcza osób na stanowiskach managerskich. Myślę, że większość pracowników korporacji doskonale zdaje sobie sprawę, że szaremu człowiekowi niezwykle trudno jest samodzielnie dokonywać rewolucji, bo do tego potrzeba zmian systemowych. Ale ponarzekać czasami nie zaszkodzi, zwłaszcza przy porannej kawie! 😉

A Ty, co jeszcze dorzucił(a)byś do listy? Daj znać w komentarzu!